Moje przygody i początki z Vistą…

Od bardzo dawna zastanawiałam się nad tym czy nie warto by było sprawdzić Visty. Tak się złożyło, że wczoraj kupiłam sobie nowy twardy dysk do Lapka (250 gb), więc pomyślałam, że lepszej okazji nie będzie. Jak pomyślałam tak zrobiłam. Na początku dzielnie zgrywałam wszelkie niezbędne dane z mojego starego dysku na pendrive’a, a z pena do kompa mojego brata. Trwało to nielada chwilę, ale dałam radę ;)

Następnie pomyślałam, że przecież jestem dzielna i sama potrafię rozkręcić swojego lapka i wymienić dyski. I tak też było. Udało się, bez większych problemów.

One zaczęły się później. Włączyłam komputer i wyskoczył komunikat, że (parafrazując) „brak dysku, wsadź jakiś i uruchom ponownie komputer”. „I co tu zrobić?” – pomyślałam. – „Miał się wykryć automatycznie…”. Nie miałam zamiaru się poddawać mimo tego, że go nie wykryło. Odpaliłam biosa, włączyłam testowanie HHD…Trwało to właściwie pół nocy, co miało dobre strony. Wstałam o ósmej, niewyspana lecz radosna, że zainstaluję sobie windowsa.

Wkładam płytkę, uruchamiam… idzie… idzie… i tak przez dobrą godzinę… następnie końcowy reset… i bum! Komunikat o uruchomieniu w trybie awaryjnym… normalnym… ostatnią dobrą kopią… i nie działa nic. Ekstra.

Wkładam płytę, chcę naprawić instalację… i nic… zero reakcji, przez dwie godziny szuka problemu. Chcę się poddać po raz pierwszy.

Próbuję jeszcze raz zainstalować system. Tym razem daje radę. Mogę cieszyć się świeżutką wersją Microsoft Windows Vista Home Basic.

Pierwsze co – instaluję neostradę. Nie da rady. Próbowałam na wszelkie sposoby, ściągnęłam nawet sterowniki ze strony tepsy. Nic. Zero. Teoretycznie zainstalowane i działa poprawnie – praktycznie dupka. Nie łączy.

Poddenerwowałam się. Drugi raz pomyślałam o poddaniu się. Postanowiłam jednak podłączyć Internet brata – UPC. Śmigał aż miło. Zatem pozostaję przy Viście ;) jupi.

Pobawiłam się systemem… nic mnie nie zaskoczyło ani nie wkurzyło… Zachciało mi się zatem wersji Ultimate… Wgrałam i ją… Co trwało jakieś 3 godziny, ale dzięki usłudze „upgrade any time” nie straciłam żadnych danych.

Teraz cieszę się już nowym windowsem. Narazie nie narzekam. Chwalę wręcz :)