Wielu nastolatków marzy o tym, żeby po maturze wyrwać się z domu, zacząć studia w obcym mieście i mieszkać w akademiku. Ten wspaniały stereotyp wspierają wciąż media, które ciągle próbują wbić nam do głowy ogrom rozpusty jaka się tam szerzy. Na potencjalnych, przyszłych mieszkańców domów studenckich nic bardziej motywująco nie działa. „Będę mieszkać w akademiku i uniezależnię się od moich rodziców. Zacznę nowe życie, będzie świetnie, tylko ciągła zabawa i fan!, wreszcie będę wolny!” tak właśnie sobie myślą biedni naiwni.
Właśnie o wolności chciałabym napisać. Jestem mieszkanką domu studenckiego już trzeci rok, zatem mogę parę słów na ten temat napisać. Jeszcze kilka lat temu myślałam podobnie jak Ci, których cytuję powyżej. Niestety, czar prysł niedługo po tym, gdy do owego akademika się wprowadziłam. Dlaczego? może dlatego, że nie odpowiadały mi zasady tam panujące. Kilka z nich:
- Wchodzić do domu studenckiego można tylko do godziny 21 i do tejże godziny mogą wejść znajomi z zewnątrz. (Oczywiście fakt ten można obejść, na przykład wprowadzając gościa o 20 55, lub przez okno, gdy ktoś ma to wątpliwe szczęście i mieszka na parterze). Bój się Boga, jeśli sam chcesz wejść do swojego mieszkania nie mając karty mieszkańca. Olaboga!
- Wszyscy goście z zewnątrz mają nakaz opuścić D.S. przed godziną 24 (Oczywiście, jeśli nie ma się na pieńku u ochrony, to wystarczy siedzieć sobie grzecznie i cicho w pokoju, a nikt nie zauważy)
- Broń Boże nie można mieć śmiałości palić papierosów na korytarzu! Przecież niepalącym dym wkrada się nikczemnie przez zamknięte drzwi pokoju oraz konwersacje, jakie prowadzą osoby palące budzą innych, grzecznych studentów w nocy! Oh niegrzeczni! Jedyną możliwością jest klatka schodowa, która wciąż jest uczęszczana. Nie można się dziwić, ale po głębszym zastanowieniu się? jakim prawem studenci korzystają ze schodów?! Palacze są więc skazani na krzywe spojrzenia przechodniów, bo zajmują miejsce, które nie jest do palenia przeznaczone. Ale co zrobić? Przecież gdzie indziej się nie da.
- Pod żadnym pozorem nie można wystawić śmieci przed pokój, bo śmierdzą panu portierowi! Może dojść do sytuacji, w której ochroniarz zostanie wysłany przez portiera i zmusi studentów do usunięcia ich natychmiast. Nawet kiedy jest godzina 23.
- Ci, którzy są bardzo odważni, mogą spróbować położyć sobie przed drzwi wycieraczkę. Jednak bardzo prawdopodobne, że następnego ranka pani sprzątająca będzie walić miotłą w drzwi, pod pretekstem tego, że owa wycieraczka przeszkadza jej w sprzątaniu powierzchni płaskich.
- Studenci, którzy zaczynają zajęcia na późniejszą godzinę i mają rano ochotę odespać ciężką noc, nie mogą liczyć na wypoczynek. Wyżej już wspomniane panie sprzątające, codziennie rano muszą opowiedzieć sobie nawzajem cały wczorajszy dzień krzycząc do siebie z dwóch końców korytarzy.
- Najgorzej, jeśli był weekend. W poniedziałek rano regularnie można usłyszeć (i oczywiście obudzić się przy tym) coś w stylu ?Studenty, inteligenty jebane!?, podczas gdy okaże się, że toaleta jest nieczysta, a na podłodze leży kilka puszek po piwach.
- Nie tylko na akademiki same w sobie, panie sprzątające i zarząd można narzekać. Niestety głównym utrapieniem studenta jest drugi student. Do dziś bywa i tak, że dorosły człowiek nie wie do czego służy ?babcia klozetowa?, kosz na śmieci czy spłuczka w toalecie. Co gorsza, w akademikach, w których wspólne dla całego piętra są prysznice, można, o zgrozo, znaleźć zużyte podpaski czy tampony! Nieprawdopodobne, prawda? A jednak! Jako kobieta, sama muszę przyznać, że jest to kompromitujące dla całej żeńskiej płci. Wstyd mi za moje akademikowe koleżanki. Oj wstyd.
- Poza tym, jeden student czasem może po prostu donieść na drugiego. Na przykład za to, że o godzinie 21 gra w Eurobiznes na korytarzu, czy o 23 ogląda film we własnym pokoju!. Ale to oczywiście normalne.
To kilka przykładów na sytuacje jakie dość często zdarzają się w akademiku, w którym mieszkam. Pewnie nie wszędzie tak jest. Pewnie to jedyny taki przypadek w całej Polsce.