Śmieciarka w środku nocy? Policja?

Zaczyna mnie moje osiedle przerażać.

Siedzę sobie spokojnie przy komputerze, jest godzina pierwsza, nagle słyszę krzyki. Wyglądam przez okno – patrzę, a tam policja błyskawicznie wyjeżdża z parkingu pod mym blogiem i usilnie próbuje kogoś gonić. Ponaddto jakaś kobieta krzyczy, pewnie do swojego meża, żeby wstał, bo wygląda jak szmata. Po chwili nie omieszkała również wyzwać panów policjantów: „Gońcie ich chuje”.

hm. Zdziwiłam się, przemyślałam, zaakceptowałam. Nie minęło jednak 10 minut, a tu nagle słyszę jakiś bardzo głośny pojazd. Spoglądam przez okno, patrzę, a tu śmieciarka w środku nocy postanowiła wywieźć nasze brudy.

To było dla mnie dziwniejsze do zaakceptowania. Ale coż. Życie <bezradny>

Kwestionariusz Prousta

Kwestionariusz Prousta był bardzo popularny na salonach (sic!) dziewiętnastowiecznej Europy. Aż dwa razy na pytania w nim zawarte odpowiedział Marcel Proust – francuski pisarz, autor „W poszukiwaniu straconego czasu„.

Postanowiłam wam go zatem przedstawić oraz ?wypełnić?. Wydaje mi się, że w ten sposób można w pewien sposób poznać człowieka.

Główna cecha mojego charakteru: niepoprawny optymizm
Cechy, których szukam u mężczyzny: siła, wsparcie, zrozumienie, intelekt,
Cechy których szukam u kobiety: delikatność, zrozumienie, intelekt, empatia
Co cenię najbardziej u przyjaciół: czas dla mnie
Moja główna wada: niecierpliwość
Moje ulubione zajęcie: pisanie, tworzenie i pozycjonowanie stron www, czytanie książek, oglądanie filmów
Marzenie o szczęściu: dom, świetna praca, rodzina
Co wzbudza we mnie obsesyjny lęk: samotność
Co byłoby dla mnie największym nieszczęściem: utrata przyjaciół, śmierć rodziców, dziadków
Kim lub czym chciałabym być, gdybym nie była tym, kim jestem: nie chciałabym być nikim innym
Kiedy kłamię: mam wyrzuty sumienia, że to robię
Słowa, których nadużywam: generalnie, damn it
Ulubieni bohaterowie literaccy: zwykli, szarzy ludzie
Ulubieni bohaterowie życia codziennego: przyjaciele, rodzina
Czego nie cierpię ponad wszystko: narcyzmu, zarozumialstwa, nieszczerości
Dar natury, który chciałabym posiadać: cofać się w czasie
Jak chciałabym umrzeć: wśród bliskich
Obecny stan mojego umysłu: ?zaraz wracam?
Błędy, które najłatwiej wybaczam: te popełniane przez moich przyjaciół
Moja dewiza: Żyj tak żeby nikt przez Ciebie nie płakał

A jak to jest z wami? :)

Żenada w tefałenie?

[singlepic=5,320,240,,left]

Włączam rano komputer, uruchamiam komunikator tlen, a tu wiadomość od koleżanki -

Lenka: jak Pani skomentuje wczorajszego wiktora publicznosci dla kingi rusin?

Reakcja moja była dość spontaniczna i wulgarna wręcz, więc nie będę jej tutaj cytować.

Wczoraj odbyła się gala rozdania Wiktorów. Dość prestiżowa impreza. Niestety przegapiłam telewizyjną transmisję… Ale jak się dowiedziałam niedawno, niewiele straciłam. Rozumiem, że ze statuetką do domu wrócili między innymi:  Joanna Liszowska, Szymon Majewski, Piotr Bałtroczyk, Janusz Gajos i Justyna Pochanke. To są ludzie kompetentni. Nie sądzę, aby taką osobą była pani prowadząca dwa moje ulubione programy – Dzień Dobry TVN i You Can Dance. Przecież w tym drugim, to właśnie ona jest gwiazdą… Nigdy nie mogę zdzierżyć wstępu do programu, kiedy tańczy razem z uczestnikami. Próbuję się lansować i kreować na „wygrałam Taniec z gwiazdami, jestem super”.

Zastanawiałyśmy się ostatnio z moją współlokatorką nad tym, czy to tylko my pałamy do Pani Rusin taką nienawiścią. Okazało się, że niektórym nie tylko nie przeszkadza, ale i ją lubią. Jednak wśród ludzi naszego otoczenia - panuje pogląd podobny do naszego.

Moim zdaniem po prostu nie zasłużyła na tak prestiżowy tytuł. Bo czym? Przecież ona byłaby tylko idealną pogodynką!

Nie wspominając już o zdjęciu, które dodałam (źródło: plejada.pl), czyż ona nie ma rąk jak strongmen? Wiem wiem, trochę przesadzam.

Przepraszam wszystkich fanów :)

D.S – Dom Studenta czy może… Dom Starości? /O mieszkaniu w akademiku/

Wielu nastolatków marzy o tym, żeby po maturze wyrwać się z domu, zacząć studia w obcym mieście i mieszkać w akademiku. Ten wspaniały stereotyp wspierają wciąż media, które ciągle próbują wbić nam do głowy ogrom rozpusty jaka się tam szerzy. Na potencjalnych, przyszłych mieszkańców domów studenckich nic bardziej motywująco nie działa. „Będę mieszkać w akademiku i uniezależnię się od moich rodziców. Zacznę nowe życie, będzie świetnie, tylko ciągła zabawa i fan!, wreszcie będę wolny!” tak właśnie sobie myślą biedni naiwni.
Właśnie o wolności chciałabym napisać. Jestem mieszkanką domu studenckiego już trzeci rok, zatem mogę parę słów na ten temat napisać. Jeszcze kilka lat temu myślałam podobnie jak Ci, których cytuję powyżej. Niestety, czar prysł niedługo po tym, gdy do owego akademika się wprowadziłam. Dlaczego? może dlatego, że nie odpowiadały mi zasady tam panujące. Kilka z nich:
- Wchodzić do domu studenckiego można tylko do godziny 21 i do tejże godziny mogą wejść znajomi z zewnątrz. (Oczywiście fakt ten można obejść, na przykład wprowadzając gościa o 20 55, lub przez okno, gdy ktoś ma to wątpliwe szczęście i mieszka na parterze). Bój się Boga, jeśli sam chcesz wejść do swojego mieszkania nie mając karty mieszkańca. Olaboga!
- Wszyscy goście z zewnątrz mają nakaz opuścić D.S. przed godziną 24 (Oczywiście, jeśli nie ma się na pieńku u ochrony, to wystarczy siedzieć sobie grzecznie i cicho w pokoju, a nikt nie zauważy)
- Broń Boże nie można mieć śmiałości palić papierosów na korytarzu! Przecież niepalącym dym wkrada się nikczemnie przez zamknięte drzwi pokoju oraz konwersacje, jakie prowadzą osoby palące budzą innych, grzecznych studentów w nocy! Oh niegrzeczni! Jedyną możliwością jest klatka schodowa, która wciąż jest uczęszczana. Nie można się dziwić, ale po głębszym zastanowieniu się? jakim prawem studenci korzystają ze schodów?! Palacze są więc skazani na krzywe spojrzenia przechodniów, bo zajmują miejsce, które nie jest do palenia przeznaczone. Ale co zrobić? Przecież gdzie indziej się nie da.
- Pod żadnym pozorem nie można wystawić śmieci przed pokój, bo śmierdzą panu portierowi! Może dojść do sytuacji, w której ochroniarz zostanie wysłany przez portiera i zmusi studentów do usunięcia ich natychmiast. Nawet kiedy jest godzina 23.
- Ci, którzy są bardzo odważni, mogą spróbować położyć sobie przed drzwi wycieraczkę. Jednak bardzo prawdopodobne, że następnego ranka pani sprzątająca będzie walić miotłą w drzwi, pod pretekstem tego, że owa wycieraczka przeszkadza jej w sprzątaniu powierzchni płaskich.
- Studenci, którzy zaczynają zajęcia na późniejszą godzinę i mają rano ochotę odespać ciężką noc, nie mogą liczyć na wypoczynek. Wyżej już wspomniane panie sprzątające, codziennie rano muszą opowiedzieć sobie nawzajem cały wczorajszy dzień krzycząc do siebie z dwóch końców korytarzy.
- Najgorzej, jeśli był weekend. W poniedziałek rano regularnie można usłyszeć (i oczywiście obudzić się przy tym) coś w stylu ?Studenty, inteligenty jebane!?, podczas gdy okaże się, że toaleta jest nieczysta, a na podłodze leży kilka puszek po piwach.
- Nie tylko na akademiki same w sobie, panie sprzątające i zarząd można narzekać. Niestety głównym utrapieniem studenta jest drugi student. Do dziś bywa i tak, że dorosły człowiek nie wie do czego służy ?babcia klozetowa?, kosz na śmieci czy spłuczka w toalecie. Co gorsza, w akademikach, w których wspólne dla całego piętra są prysznice, można, o zgrozo, znaleźć zużyte podpaski czy tampony! Nieprawdopodobne, prawda? A jednak! Jako kobieta, sama muszę przyznać, że jest to kompromitujące dla całej żeńskiej płci. Wstyd mi za moje akademikowe koleżanki. Oj wstyd.
- Poza tym, jeden student czasem może po prostu donieść na drugiego. Na przykład za to, że o godzinie 21 gra w Eurobiznes na korytarzu, czy o 23 ogląda film we własnym pokoju!. Ale to oczywiście normalne.

To kilka przykładów na sytuacje jakie dość często zdarzają się w akademiku, w którym mieszkam. Pewnie nie wszędzie tak jest. Pewnie to jedyny taki przypadek w całej Polsce.

Start your day with a Coffee and a Smile!

Dlaczego Polacy generalnie są smutni?

motto

Ciężko stwierdzić, jednak banalnie łatwo jest zauważyć, że właśnie tak jest. Mało kto wstaje rano z uśmiechem na twarzy. Ja wypróbowałam świetną metodę. Wstać rano – i wmówić sobie: „tak, to będzie dobry dzień”,
Oglądawszy ostatnio serial Teraz albo Nigdy, Marta Żmuda-Trzebiatowska spytała Rafała Królikowskiego (Wolę posługiwać się nazwiskami aktorów, bo bohaterów nigdy nie potrafię zapamiętać :) ) czy wstając rano mówi:
- o kurczę ;)
czy może
- o kurcze!!!!!
(Cieżko jest mi to zapisać, ponieważ liczy się tu intonacja…)
Większość ludzi, bez wątpienia, wstając, chciałoby nawet przeklnąć, że oto znów zaczął się kolejny parszywy dzień… Niestety, taka prawda.
Wstałam więc z optymistycznym nastawieniem i naprawdę było lepiej. Inna sprawa, że wszystkie szarości i problemy życia codziennego chciały mi zepsuć moje nastawienie. Ale nie dałam się.

Nawiązuję w ten sposób do Polaków. Ludzie :) Doceniajcie małe radości, cieszcie się powszednimi chwilami i wstawajcie rano z uśmiechem na twarzy :)