Siedzę właśnie na lotnisku, jestem tu od 11, lot mam o 18. Z łaską zostałam tutaj przywieziona. Lepiej że tyle godzin wcześniej, niż w ogóle. Jestem Mamie M. ogromnie wdzięczna! Z racji tego, że trzeba tutaj płacić za minuty za hot spot, notka ta trafi do Internetu dopiero w nocy.
Więc od początku. Do wczoraj miałam dać znać czy chcę tam pracować. Umawiałyśmy się, że jeśli nie, to pojadę z nimi do Polski, a potem się rozstaniemy. Zatem byłam uczciwa i powiedziałam, że rezygnuję od razu, a nie np. po pierwszej wypłacie. Mama M. wyszła na chwilę mówiąc, że ok., że nie ma sprawy, po czym wróciła i powiedziała, że właśnie bukuje mi bilet na jutro. Oh jak miło. Od razu pomyślałam, że nici w takim razie z jakimikolwiek pieniędzmi od niej. Ale skoro tak pogrywa, to naprawdę wolę stamtąd zniknąć jak najszybciej. Chciałam jeszcze wczoraj, bo był lot, ale Mama M. powiedziała, że jeszcze chce mnie wykorzystać na baby sitting. Ok. Ona wyznacza reguły. Więc wczoraj i dziś niańczyłam jeszcze dzieci.
Dziś rano wstałam naprawdę szczęśliwa, że mój koszmar się kończy. Spakowałam się, posprzątałam po sobie. Kobieta jeszcze 2 x spytała mnie czy nie zmienię zdania? Nie. Nie zmienię. Byłaś wczoraj miła. Pewnie w ten sposób chciałaś, żebym zmieniła zdanie? Żal mi dzieci, będzie mi ich brakowało. Ale Ciebie kobieto? Najgorszym wrogom nie życzę nikomu styczności z Tobą.
W drodze na lotnisko powiedziała mi, że jestem oportunistką, że chodziło mi o łatwe pieniądze, że stchórzyłam? (cóż, nie chciałam jej powiedzieć, że to nie dzieci są winne, nie nie mamusiu, to nie o obowiązki chodziło? więc zrobiłam z siebie ofiarę losu. Cóż. Teraz tego żałuję, ale musiałam tak grać, żeby mnie ktoś na lotnisko odwiózł i bilet zabukował, a nie wyrzucił z domu i zostawił on my own). Powiedziała mi też, że w UK wcale nie oddaje się za bilet aupairkom (a jak się umawiałyśmy mailowo?!), więc nie dostałam zwrotu, że normalna stawka to 60 funtów, że ja nawet sprzątać nie musiałam (ta! Jasne!), więc nie wie czemu mam pretensje i ja generalnie powinnam całować ją po stopach. Ah, jakam niewdzięczna!
I na tym kończy się moja przygoda jako Au pair. Siedzę na lotnisku. Zostało mi jeszcze 4 i pół godziny do samolotu.
Podjęłaś dobrą decyjzę!!! Aż mi kopara opadła jak zaczęłam czytać Twój post, ale bardzo fajnie to rozegrałaś i mam nadzieję że z perspektywy czasu będziesz potrfafiła wyciągnąć coś dobrego ze swojego dośiwadczenia
Dzięki!
Też tak sądzę.