Nasza klasa (Klass) (2007)

[singlepic id=14 w=320 h=240 float=left]

Chyba czas dodać na tym blogu tag „filmy ostro rysujące mózg”. Dlaczego? Bo Nasza klasa do takich właśnie należy. Gdyby połączyć filmy, które wstrząsnęły mną w moim życiu najbardziej, czyli Pułapka (Hard Candy) i 2:37, można by sobie mniej więcej wyobrazić „siłę jego rysu”.

Tematyka przemocy w szkole jest obecnie w naszym kraju dość głośna. Ciągle tylko słyszymy o tym gdzie i kto się ostatnio nad kimś znęcał, jak to jest być kozłem ofiarnym, czy przez kogo ktoś ostatnio popełnił samobójstwo.  To straszne. Owszem. Cały czas jednak myślimy, że tak naprawdę sytuacja ta nas nie dotyczy. A to błąd.

Film jest oparty na faktach. Poznajemy Joosepa, nastolatka, którego w klasie nikt nie lubi. Generalnie nie wiemy czemu. Po prostu. To dość dziwne, bo chłopak wyglądem nie wyróżnia się zupełnie. Nie posiada instynktu samozachowawczego, co prowadzi do tego, że daje sobą pomiatać. I miejsce, które ostatnie powinno mieć cokolwiek do czynienia z przemocą, staje się polem walk, bójek i tragedii.

W pewnym momencie wyłania się jeszcze jeden bohater – Kaspar, chłopak, który nie może dokładać swoich „pięciu groszy” do tej sytuacji, ani bezczynnie patrzeć jak koledzy biją Joosepa. Płaci za ten czyn już od początku, gdy jego dziewczyna z racji strachu przed indywidualnością, nie potrafi się z tym pogodzić. Zaczyna bronić go, pomagać, stając się powoli kolejną „ofiarą losu”.

Towarzyszymy chłopcom przez tydzień. Zwykły tydzień przeciętnych nastolatków, których jedynym obowiązkiem jest nauka i chodzenie do szkoły. Dlaczego miejsce, które powinno być najważniejsze i najbezpieczniejsze dla uczniów, ma destrukcyjny wpływ na psychikę bohaterów?  Jest miejscem degradacji moralnej? Możemy tylko domyślać się co tkwi w umysłach bohaterów filmu.

Film sam broni się tematyką i tytułem. Jednak co poza tym? Nie można w tym momencie nie wspomnieć o dziele Gusa Van Santa „Słoń”. Wtórność? Czy problem „kozła ofiarnego” nie jest na tyle ważny, żeby nie móc nakręcić o nim więcej niż jednego filmu? Oj jest.

Jest to produkcja prosta, która w jednoznaczny i prostolinijny sposób przedstawia nam dramaty uczniów jednej z estońskich szkół. Dodatkowo wciągają świetne kadry. Na przykład chwilowe fragmenty wstawione w ramach dygresji. Oliwy do ognia dolewa muzyka, która jest w tak bezbłędny sposób dobrana, że sprawia iż zastanawiamy się co siedzi w głowach Joosepa i Kaspara.

Przeglądając krytyczne recenzje wyczytałam zarzut, że owa sytuacja zupełnie nie dotyczy szkół estońskich, a jest to typowy amerykański przypadek. Absurd! Problem znęcania się nad uczniami w szkole to problem globalny i właśnie w ten sposób odpowiednie władze powinny się do niego odnosić i próbować w pewien sposób zaradzać.

Serdecznie polecam. Widzom o mocnych nerwach.

produkcja: Estonia
gatunek: Dramat
data premiery: 2008-10-03 (Polska) , 2007-03-16 (Świat)
reżyseria Ilmar Raag, scenariusz Ilmar Raag, muzyka Martin Kallasvee
czas trwania: 99
dyst.: Vivarto

Patologia (Pathology) (2008)

[singlepic id=15 w=320 h=240 float=left] Do you wanna play a game?

Jeśli szukasz filmu, który ‘zryje’ Ci mózg i nie pozostawi obojętnym przez dość długi czas – ten będzie dla Ciebie idealny.

Absolwent Harvard Medical School dr Ted Gray (w tej roli Milo Ventimiglia) zakwalifikował się do jednego z najbardziej prestiżowych programów patologicznych w kraju. Jego talent szybko zostaje dostrzeżony i zostaje przedstawiony grupie czworgu studentów, którzy zostają „po godzinach”. Dr Gray wraz nimi stara się znaleźć sposób na zbrodnie doskonałą taką, by żadnemu patologowi na świecie nie udało się jej rozwiązać. Tworzą zamknięty krąg zbrodniarzy i morderców. Wynajdują sobie ofiary i na zmianę zabijają je w sposób jak najbardziej skomplikowany, tak, aby żaden z kolegów nie zdiagnozował przypadku.

Grzeczny i ułożony chłopczyk, który za chwilę ma się ożenić z Gwen (W tej roli prześwietna Alyssa Milano znana między innymi z Czarodziejek) poza tym, że całkowicie mu odbiło i zmienił wszelkie priorytety swojego życia, zaczyna romansować z koleżanką po fachu Juliette (Lauren Lee Smith). Romansowanie chyba jednak w tym przypadku nie jest odpowiednim słowem, a pięknym eufemizmem.

I tak płyną ich losy… aż do pewnego momentu…

Gra aktorska dobra. Nie pozostawia nic do życzenia, a jakby nie było, wiele by można zarzucić w tak trudnych do odegrania rolach. Jak na amerykański film niskobudżetowy, doczekaliśmy się wybitnej produkcji.  Trzyma w napięciu przez cały film, czasem tylko doprowadza do mdłości. Zabieg ten jednak jest poprowadzony z klasą.

O czym jeszcze warto wspomnieć? Że jest to zupełne novum na skalę światowego kina, a naprawdę rzadko się zdarza spotkać w dzisiejszych czasach totalnie oryginalną fabułę. Za sam ten fakt film powinien dostać gratis dwie gwiazdki.  I co jeszcze? Nieprzewidywalność z nutką tajemniczości.

Polecam wszystkim o mocnych nerwach.

produkcja: USA
gatunek: Thriller
data premiery: 2008-04-17 (Świat)
reżyseria Marc Schoelermann, scenariusz Brian Taylor, Mark Neveldine, zdjęcia Ekkehart Pollack, muzyka Johannes Kobilke
czas trwania: 93

Trade (2007)

[singlepic=122,320,240,,left] Zostałam zachęcona do obejrzenia tego filmu, ponieważ gra w nim Alicja Bachleda Curuś, i reprezentując pewnego rodzaju patriotyzm, postanowiłam sprawdzić jak tym razem spisała się nasza aktorka ? rodaczka.
Tyle, że generalnie to Polka grająca rolę Veroniki nie jest główną postacią. Rzecz toczy się o wewnętrzny dramat trzynastoletniej meksykanki porwanej praktycznie z pod swojego domu. Jej brat, dotychczas złodziej i drobny przestępca, postanawia ją odszukać, ponieważ za porwanie wini siebie. Sama początkowa scena poszukiwań młodej Adriany daje do myślenia.
Wkrada się do bagażnika policjanta, który po dość długim namawianiu, postanawia mu pomóc. Tutaj pojawia się wątek przyjaźni, jaka się między nimi rodzi, a jest on godny zauważenia.
Veronica, Adriana i kilka innych osób trafiają do handlarzy żywym towarem. Głównym celem przestępców jest nielegalne przedostanie się przez granicę do Stanów Zjednoczonych, a następnie sprzedanie ofiar na aukcji internetowej. W międzyczasie jesteśmy zmuszeni do oglądania bardzo brutalnych scen gwałtów zarówno dorosłej kobiety jak i małej dziewczynki. Dobitna na przykład jest scena mycia zębów, tak wielce krytykowana przez niektórych, która w metaforyczny sposób pokazuje próbę zmycia z siebie ?brudu?. Te wątki w filmie są pokazane świetnie.
Niestety nie brakuje również elementów zupełnie nietrzymających się sensu. Na przykład dziecka Veroniki, o którym mowa jest w początkowej części filmu, a końcowo nie wyjaśnia się jego los. Nie wiadomo również, co stało się finalnie z dzieckiem policjanta, pomagającego Jorge?owi. Dziwi także fakt przechowywania ?towaru? w zwykłym domu w Ameryce, oraz przyjmowania tam pedofilii, czy innych zwycięzców aukcji. To chyba trochę niebezpieczne i nikt na takie ryzyko by się nie narażał. Albo motyw ?zorganizowanej mafii?, w skład której wchodziły trzy osoby?
Nie podobał mi się fakt w jaki sposób pokazali Polskę. Kraj nędzy i rozpaczy, ale przecież większość obywateli USA nawet nie wie gdzie nasz kraj leży. Jednak fakt wmawiania Veronice, żeby leciała przez Meksyk do Stanów, bo tak bliżej i najszybciej, był już przegięciem.
Jeśli mowa o grze aktorskiej Alicji, to niestety, według mnie zawiodła. Grała słabo, drętwo i tak jakby otępiale, na jej twarzy nie było nawet widać żadnego strachu czy przerażenia, który zwykle jest nieodzowny w takich sytuacjach, w jakich się znalazła bohaterka.
Muzyka w filmie jest za to rewelacyjna. Idealnie wprowadza nas w nastrój grozy, dramatów wewnętrznych, myślę, że zasłużyła na jakąś nagrodę.
Rzadko w kinematografii porusza się temat handlu ludźmi. Z racji tego na pewno trzeba ?Trade? zaliczyć do filmów ważnych. Pokazuje problem w sposób bezpośredni, bez eufemizmów, zakłamań czy wyolbrzymień. I to jest przerażające. A jeszcze bardziej statystyki pokazane na końcu filmu. Stąd też zrobił na mnie tak duże wrażenie.
Wiele jeszcze można by o Trade powiedzieć, ale wolałabym tego uniknąć, żeby nie zdradzić zbyt wiele. Polecam serdecznie do obejrzenia. Jednak należy się przygotować, że jest ciężki, trudny, nie nadaje się zatem na wieczór ?dla odmóżdżenia?. Jest to bardzo dobry i bardzo dobitny film poruszający problem handlu ludźmi. Nie spodziewałabym się tego po produkcji amerykańsko ? niemieckiej.

produkcja: Niemcy , USA
gatunek: Dramat , Kryminał
data premiery: 2007-01-23 (Świat)
reżyseria Marco Kreuzpaintner, scenariusz Jose Rivera, zdjęcia Daniel Gottschalk, muzyka Leonardo Heiblum , Jacobo Lieberman
czas trwania: 119

Autor recenzji: Magdalena Bród

XXY (2007)

[singlepic=140,320,240,,left]
Dziś parę słów na temat produkcji, na którą niektórzy reagowali z obrzydzeniem, inni ze współczuciem, a jeszcze inni z zainteresowaniem. Nieczęsto kino przedstawia nam problem hermafrodytyzmu. Przypomnę może co to oznacza, bo sama miałam problem, mimo iż wiedziałam, że już kiedyś to pojęcie słyszałam. Generalnie hermafrodytą jest osobnik posiadający narządy płciowe męskie i żeńskie.
Gdy tylko usłyszałam, że powstał film poruszający taki problem, i to jakże niszowy, bo argentyński, od razu miałam zamiar go obejrzeć.
Poznajemy Alex, piętnastoletnią dziewczynę. Na pierwszy rzut oka nie wyróżnia się ona niczym od jej rówieśniczek. Ma długie włosy, zgrabną figurę, nawet zalążki piersi. Wraz z biegiem akcji dowiadujemy się, że nie jest ona tak całkiem dziewczyną, bo ma również w sobie część mężczyzny.
I przez cały film drąży się problem tego kim Alex chce być. Dziewczyną, chłopakiem? A może najchętniej nic by w sobie nie zmieniała.
Dowiadujemy się o jej wewnętrznym rozdarciu, o pierwszych seksualnych przeżyciach.
Jednocześnie widzimy brak jakiejkolwiek akceptacji osób z boku. Alex nie rozumie dlaczego nie może mówić o tym jaka jest, skoro jest tak wyjątkowa.

W pewnych momentach dramat ten jest wzruszający, a jak trzeba to zabawny. Odpowiednio dobrany klimat dla konkretnych sytuacji sprawia, że „XXY” ogląda się wciągniętym do końca. Sami w myślach zastanawiamy się nad scenariuszami drogi, którą wybierze. Co by było gdyby została kobietą, mężczyzną… I tutaj pojawia się odpowiedź, że tak naprawdę żadna z tych opcji nie jest dobra. Alex dobrze się czuje w swoim ciele. A ma możliwość operacji płci. Doprowadza do tego matka, która zaprasza na wakacje znanego lekarza, który zajmuje się tego typu przypadkami.
‘Czuć się uwięzionym we własnym ciele’ – czasem los, a właściwie genetyka decyduje za niektórych ludzi.

Jest jeszcze jeden wątek. Alvaro, syn lekarza, który również musi odpowiedzieć sobie na pytanie kim jest. Ma jednak trochę odmienny problem. Dojrzewa i przechodzi kryzys. Nie jest pewien swojej orientacji seksualnej. Dodatkowo ojciec już od jakiegoś czasu domyśla się, że jest gejem, i niewiele go obchodzi.

Poruszony zostaje również problem przepaści pokoleniowej. Rodzice, starej daty, chcieliby, żeby ich dziecko było ‘normalne’, namawiają do operacji. Żyją zaślepieni stereotypowymi standardami. Biel i czerń. Nie ma nic po środku. Młoda/y Alex natomiast żyje tym, co dla niej/niego się liczy, mimo iż całkiem nie jest pewna/y czego chce.
Jednocześnie rodzicom nie można nic zarzucić. Specjalnie dla Alex przenieśli się na odludzie, dbają o nią i kochają na tyle, że uszanują jej/jego decyzję.

Podsumowując, film porusza bardzo ważny w życiu temat. Odnalezienia własnego JA. To, że problem ten został pokazany akurat na tak dobitnym przykładzie, tylko dodaje chęci obejrzenia. Serdeczenie polecam.

produkcja: Argentyna , Francja , Hiszpania
gatunek: Dramat
data premiery: 2008-01-11 (Polska) , 2007-05-20 (Świat)
reżyseria Lucía Puenzo, scenariusz Lucía Puenzo zdjęcia Natasha Braier, muzyka Andrés Goldstein,
czas trwania: 91
dyst.: AP Manana

Autor recenzji Magdalena Bród

Księżniczki (Princesas) (2005)

[singlepic=103,320,240,,left]
Jest to bardzo mocna historia poruszająca jakże delikatny temat – prostytucji. Akcja dzieje się w Hiszpanii, gdzie ten sposób zarabiania na życie jest legalny.

Rodowite hiszpanki są zbulwersowane, ponieważ nadeszła pora ogromnych napływów ‘konkurentek’ z Ameryki Południowej. Jest to dla nich tym gorsze, że te potrafią brać 20 euro za ‘numerek’ lub 10 za ‘robótki ręczne’, co dla nich jest nie do pomyślenia (W sumie nie tylko dla nich, jak padła ta kwota, to całe kino było oburzone). Dziewczyny z Madrytu starają się za wszelką cenę pozbyć latynoamerykanek, ponieważ wiedzie się im coraz gorzej finansowo.
Wykorzystują do tego różne sposoby. Na przykład siedzą w swoim miejscu pogaduszek – w zakładzie fryzjerskim koleżanek – i dzwonią na policję, mówiąc, że ktoś się bije.
Tak można zarysować sytuację czasoprzestrzenną w filmie. Jednak jest to tylko tło.

Tak naprawdę dramat ten jest o dwóch kobietach. Jedna to hiszpanka – Caye (jej rolę gra Candela Pena, której rewelacyjnie się udało wejść w rolę prostytutki). Druga to własnie konkurencja – kobieta cudzoziemka – Dziewczyna, która przyjechała z Dominikany – Zulema (Micaela Nevárez – piękność, nie można się dziwić, że wszyscy mieli do niej słabość).

Dziewczyny poznają się przypadkowo. Jedna podbiera klienta drugiej. Następnie okazuje się, że mieszkają w jednym bloku. I tutaj co jest szokujące. Zulema mieszka ‘na pół’ z inną rodziną. Ona od 8 do 20, a oni na noc. Sytuacja ta pokazuje nam jak trudno wiązała koniec z końcem.
Pewnego razu została pobita, Caye przybiegła z pomocą i od tej pory były nierozłączne. Wraz z kwitnięciem ich przyjaźni poznajemy ich ciche i nieśmiałe marzenia oraz kłopoty. Dziewczyny te w głębi duszy nienawidzą swojej pracy, obie traktują ją przejściowo. Caye zbiera na operację powiększenia piersi, a Zulema na ściągnięcie swego synka do siebie. Tak jak wszystkie młode kobiety, marzą o szaleńczej miłości. Spotykają się z róznymi facetami, jednak niestety z żadnymi się nie udaje.

Jeśli mowa o ilości wątków. Jest ich kilka, jednak tylko jeden przewodni – przyjaźń.
Jest również kobieta w średnim wieku, która cały czas chwali się, że sypia z ministrami… no i osiąga sukces. Jako jedna z niewielu udowadnia, że się da.
Poznajemy także rodzinę Caye. Oni nic nie wiedzą o jej życiu. Spotykają się co tydzień na obiad i rozmawiają właściwie o niczym. Słabodopracowanym wątkiem filmu jest matka Caye.. Kobieta, której mąż zmarł trzy lata temu – a ta ciągle myśli, że on wróci.

Na szczególną uwagę zasługuje w filmie muzyka, którą wykonuje Manu Chao. Pewnie wszyscy o nim słyszeli. Muzyka ta idealnie odzwierciedla wewnętrzne przemyślenia bohaterów oraz wprowadza w klimat.

Ten film nie jest tylko smutnym dramatem o horrorze prostytutek. Ten własnie jest inny. Niby tematyka mocna, dołująca, a ja wyszłam z kina z uśmiechem na twarzy. Ponieważ przesłanie tego filmu było nadwyraz pozytywne! Mamy do czynienia zarówno ze smutnymi i brutalnymi scenami, jak i naprawdę śmiesznymi gagami.
Na koniec dowiadujemy się, że dziewczyny potrafią dbać o swoje i osiągnąć to co chcą, mimo iż częściej mają pod górkę niż z.

Polecam serdecznie, ponieważ w końcu zrobiono film o prostytutkach, który nie byłby pretensjonalny. Który byłby oryginalny i pozbawiony wulgarności.

produkcja: Hiszpania , Meksyk
gatunek: Dramat
data premiery: 2007-12-21 (Polska) , 2005-09-02 (Świat)
reżyseria Fernando León de Aranoa, scenariusz Fernando León de Aranoa, zdjęcia Ramiro Civita
czas trwania: 113 minut
dystrybutor: Vivarto

Autor: Magdalena Bród